Serce naciska gaz.
Głowa naciska hamulec.
A w ciele pojawia się wewnętrzne napięcie —
niepokój, zmęczenie, ciągła walka ze sobą.
Głowa próbuje chronić.
Serce próbuje prowadzić.
Ciało zostaje pomiędzy.
Znam to uczucie doskonale.
I widzę, że wiele osób przychodzi do mnie właśnie w tym momencie na Dotyk Obecności.
To bezpieczna przestrzeń,
w której możesz odpuścić wewnętrzną walkę
i poczuć się bezpieczna —
nawet jeśli jeszcze nie wiesz, dokąd idziesz.
To moment, w którym głowa już nie wystarcza,
a serce domaga się przestrzeni.
Ciało jest zmęczone walką.
Dotyk Obecności pozwala poczuć spokój i bezpieczeństwo —
jeszcze bez decyzji, bez planu, bez działania
i bez konkretnego kierunku.
To uczucie zapisuje się w Twojej wewnętrznej bibliotece
i będzie prowadzić Cię dalej —
aż zobaczysz kolejne kroki.
Bo powoli
opuszczasz broń
i wsłuchujesz się w siebie.
Najpierw do walki.
Teraz do ciałoczułości.
Często mówię, że mam duże dłonie.
Naprawdę duże.
Zawsze myślałam o nich jako o „chłopskich”, „rolniczych”.
Stworzonych do pracy.
Trochę męskich.
I był czas, kiedy się ich wstydziłam.
A potem zobaczyłam, jak bardzo te dłonie mi służyły.
W treningu siłowym były niezastąpione.
Chwyt sztangi, hantli — jakby to było nic.
Mocny, silny chwyt.
Wiele razy były poharatane pracą.
Odciski do krwi.
CrossFit.
Drążek.
Maść z antybiotykiem i dalej do przodu.
Najpierw do walki.
Do przekraczania siebie.
Do wytrzymywania.
A teraz…
teraz moje dłonie odkrywają nową rolę.
Okazuje się, że są też stworzone do otulania.
Do dawania ciepła.
Do regulowania układu nerwowego.
Ludzie mówią, że ich duża powierzchnia sprawia,
że czują się bezpiecznie.
A moje dłonie… one prawie zawsze są ciepłe.
Jakby były stworzone do tego,
by przypominać o cieple, bliskości
i o tym, że można puścić napięcie.
Fizjologicznie — to może być dobra mikrocyrkulacja.
Ale energetycznie… to dla mnie symbol.
Że ta sama siła,
która kiedyś służyła walce i przekraczaniu siebie,
dzisiaj może służyć czułości, ukojeniu i obecności.
I bardzo to kocham.
Moje dłonie i ich nowo odkrytą rolę.
Moje dłonie są jak detektory.
Zanurzają się w ciało,
eksplorując skórę, mięśnie i głębsze warstwy tkanek.
Do każdego masażu podchodzę z ogromną ciekawością.
Sprawdzam, jak reaguje ciało,
gdzie mnie zatrzyma,
gdzie poczuję, że warto zostać na dłużej.
Widzę to tak, że mój dotyk, dłonie i delikatny ucisk
stają się przestrzenią odczuwania
dla osoby leżącej na stole.
W tym samym czasie
ona również zanurza się w czucie swojego ciała.
Gdy ruchy są szybkie,
nie ma czasu na doświadczenie.
Gdy są dłuższe i wolniejsze,
prowadzone z obecnością —
można zatopić się w czuciu.
Wtedy masaż przestaje być techniką.
Staje się doświadczeniem obecności.