Głębiej (nie więcej)
o Dotyku Obecności

Masaż, który przywraca sprawczość, spokój i kontakt z ciałem.

Serce naciska gaz.
Głowa naciska hamulec.

A w ciele pojawia się wewnętrzne napięcie
niepokój, zmęczenie, ciągła walka ze sobą.

Głowa próbuje chronić.
Serce próbuje prowadzić.
Ciało zostaje pomiędzy.

Znam to uczucie doskonale.
I widzę, że wiele osób przychodzi do mnie właśnie w tym momencie na Dotyk Obecności.

To bezpieczna przestrzeń,
w której możesz odpuścić wewnętrzną walkę
i poczuć się bezpieczna
nawet jeśli jeszcze nie wiesz, dokąd idziesz.

To moment, w którym głowa już nie wystarcza,
a serce domaga się przestrzeni.
Ciało jest zmęczone walką.

Dotyk Obecności pozwala poczuć spokój i bezpieczeństwo
jeszcze bez decyzji, bez planu, bez działania
i bez konkretnego kierunku.

To uczucie zapisuje się w Twojej wewnętrznej bibliotece
i będzie prowadzić Cię dalej
aż zobaczysz kolejne kroki.

Bo powoli
opuszczasz broń
i wsłuchujesz się w siebie.

To rozmowa z Twoim ciałem.

Podczas masażu zapraszam Cię do mówienia:
co jest przyjemne,
co jest za mocne,
co jest za lekkie,
czego chcesz więcej, a czego mniej.

Z jednej strony to bardzo konkretna nauka —
uczenie się mówienia o swoich potrzebach.
Bez tłumaczenia się. Bez przepraszania.

Z drugiej strony to zaproszenie do bycia naprawdę obecną w ciele.
Nie myślami w Biedronce z listą zakupów w ręku.

Tylko tu i teraz.
W czuciu.
W tym, co się wydarza.

To nie jest oddawanie mocy drugiej osobie.
To nie jest: „ona wie lepiej, niech zrobi ze mną, co chce”.

Wręcz przeciwnie.

Twoja sprawczość wraca w momencie, gdy mówisz,
czego potrzebujesz
i jakie to dla Ciebie jest.

Gdy to nazywasz — dostajesz tego więcej.
Uczysz się, że Twój głos ma znaczenie
i że ciało jest jego źródłem.

To przestrzeń na czucie i doświadczenie.
Działa na wielu poziomach jednocześnie.

Reszta należy do Ciebie.

Najpierw do walki.
Teraz do ciałoczułości.

Często mówię, że mam duże dłonie.
Naprawdę duże.

Zawsze myślałam o nich jako o „chłopskich”, „rolniczych”.
Stworzonych do pracy.
Trochę męskich.
I był czas, kiedy się ich wstydziłam.

A potem zobaczyłam, jak bardzo te dłonie mi służyły.

W treningu siłowym były niezastąpione.
Chwyt sztangi, hantli — jakby to było nic.
Mocny, silny chwyt.

Wiele razy były poharatane pracą.
Odciski do krwi.
CrossFit.
Drążek.
Maść z antybiotykiem i dalej do przodu.

Najpierw do walki.
Do przekraczania siebie.
Do wytrzymywania.

A teraz…
teraz moje dłonie odkrywają nową rolę.

Okazuje się, że są też stworzone do otulania.
Do dawania ciepła.
Do regulowania układu nerwowego.

Ludzie mówią, że ich duża powierzchnia sprawia,
że czują się bezpiecznie.
A moje dłonie… one prawie zawsze są ciepłe.
Jakby były stworzone do tego,
by przypominać o cieple, bliskości
i o tym, że można puścić napięcie.

Fizjologicznie — to może być dobra mikrocyrkulacja.
Ale energetycznie… to dla mnie symbol.

Że ta sama siła,
która kiedyś służyła walce i przekraczaniu siebie,
dzisiaj może służyć czułości, ukojeniu i obecności.

I bardzo to kocham.
Moje dłonie i ich nowo odkrytą rolę.

Moje dłonie są jak detektory.

Zanurzają się w ciało,
eksplorując skórę, mięśnie i głębsze warstwy tkanek.

Do każdego masażu podchodzę z ogromną ciekawością.
Sprawdzam, jak reaguje ciało,
gdzie mnie zatrzyma,
gdzie poczuję, że warto zostać na dłużej.

Widzę to tak, że mój dotyk, dłonie i delikatny ucisk
stają się przestrzenią odczuwania
dla osoby leżącej na stole.

W tym samym czasie
ona również zanurza się w czucie swojego ciała.

Gdy ruchy są szybkie,
nie ma czasu na doświadczenie.

Gdy są dłuższe i wolniejsze,
prowadzone z obecnością —
można zatopić się w czuciu.

Wtedy masaż przestaje być techniką.
Staje się doświadczeniem obecności.

Jeśli czujesz, że to dla Ciebie

Zapraszam

Umów się przez
WhatsApp, SMS lub telefon

📞 790 568 266